sobota, 18 kwietnia 2015

Moc przysmaczków, przemyślenia.... i takie tam, czyli Wolo oczami mamy 2

Hejka
Hej... :)
Niestety Domcia znowu chora, tak że klawiatura ponownie należy do mnie... tak jak i dzisiejsze spacerki .... 
Nie ukrywam, że największą obawę budził we mnie boksy "pięciopsiaczkowe", ale na pierwszy ogień poszły nasze"Vipy" i oczywiście nie rozczarowały mnie, jako że w schronisku byłam już o 8:30 więc byłam pierwszym Wolo... zaraz za zakrętem puściłam smyczki drużyny Actimela.

się pytam..gdzie jest smaczek dla mnie


komenda... "wąchaj pobocze"


 Psiaki zachowywały się super, przybiegały na zawołanie- za co dostawały smaczki- i przyjemnie było patrzeć jak biegają i wąchają sobie "pobocze"...tak niewiele, ale wiem że dla psiaków jednak wiele... Nieraz jak rozmawiam z ludzmi na temat wolo... to spotykam się z opinią"... kurcze ja Was podziwiam, jak bym nie mógł/a tak patrzeć na te psiaki, za bardzo by mi było ich żal...chyba bym ryczał/a całą noc"... to jest chyba najbardziej irytujące mnie zdanie i argument, wiadomo, że nie każdy musi i nawet może być wolontariuszem, ale mówienie, że nie zostanę nim,bo jestem zbyt wrażliwy aby patrzeć na te nochalki za kratkami raczej nie wynika z troski o zwierzaki, tylko z troski o siebie :/  dlatego zawsze powtarzam Domi, że wolontariusze to wyjątkowi ludzie :) 
 Wiem, że jednym spacerem w tygodniu "świata nie zbawimy", ale ja widzę efekty... widzę jak psiaki przekonują się do człowieka i to taka malutka cegiełka i ich socjalizacji dołożona przez nas :) Widzę jak zmienił się Kątek od pierwszego dnia... Kobo, który na początku wręcz unikał naszych rąk...

Widzę też ile wolo daje Domi, jak kształtuje jej wrażliwość i świadomość, poczucie odpowiedzialności...nie tak dawno przeczytałam wiadomość, że dzieci w wieku Domi skatowały ciężarną kotkę, jeździły po niej rowerem :(  no dobra nie rozwijam moich przemyśleń na ten temat...Domi kocha zwierzęta, wie że one czują i widzi, że potrafią kochać :) nie jedna łezka już z jej oczek pociekła, zwłaszcza po śmierci Larika, ja wierzę, że wolontariat pomoże stać jej się lepszym człowiekiem... no nie wspominając już o trzygodzinnym spacerowaniu he he...zawsze mogła by ten czas spędzić przed komputerem, ale po spacerze obiad jej lepiej smakuje ;)
...ale wracając do dzisiejszego wolo... po Vipach przyszedł czas na Jupcia i Zarkę... i ponownie moc przysmaczków dała o sobie znać... Jupi biegał luzem :)
pobiegamy :)
sprint po smaczka ;)
ale zawsze wracał na wołanie :) no i oczywiście za to był smaczek, Zareczka zachowywała się nienagannie :)
Zarusia czyta psią prasę...
no i nadeszła "wielkopomna chwila" boks nr 1 czyli "pięciopsiaczki" hmm... Tak wiem Marto i Pani Sandro, że jak mijałyście mnie przy bramce to nie wyglądało to za ciekawie he he... byłam zaplątana w smyczki, a psiaki ciągnęły każdy w inną stronę... ale dałam radę, po prostu za zakrętem Pipi i Gucio zostały spuszczone ze smyczek, a po jakiejś chwili zdecydowałam, że Blanca tak grzecznie idzie przy mojej nodze, że dołączyła do Pipi i Gucia... Pan Pikuś i nowy, tak Nowy psiaczek, niespodzianka , szły na smyczkach...Nowy jest bardzo przyjazny :)... i tu znowu ukazała się potęga przysmaczków ;) -które były nagrodę za grzeczny powrót na zawołanie...
"Nowy"
Guciek i Blanca czekają na smaczka :)
Do ostatniego "pięciopsiaczkowego" szłam już spokojnie... bo widziałam dwie suczki Willę i Sabę z innym wolontariuszem, myślę, że dziewczynki mogą być po sterylizacji i są przeniesione do szpitalika- tymczasowo, więc wiedziałam, że max są tam trzy- psiaczki :) co to dla mnie he he... i tak też było, Kątek... tak ten kiler Kątek od razu został spuszczony, jest bardzo grzeczny, ładnie reaguje na zawołanie i od razu nadstawia się do miziainia i po smaczka oczywiście :) mam nadzieję, że znajdzie domek i że te ugryzienie pracownika to był taki jednorazowy wypad i nie przekreśla jego szans na adopcję... za to Kubuś no łobuz, cały czas startował do Kątka z zębami, mały zazdrośnik... Walduś ma podgryzione uszko...Kubuś....wrrrr.... A tak ogólnie Walduś miał dzisiaj jakiś słabszy dzień... tak jakoś wolniej łapelkami przebierał, mam nadzieję, że za tydzień wszystko będzie ok.
już biegnę... Kątuś :)


No i jeszcze na koniec parę słów co tam u Budynia... :) Budyniasty ma się super, babcia Józia także jest chora i dlatego nie pojechała na wolo... a i stwierdziłam, że niestety wychodzi na to, że dla Budynia to ja jestem ta zła, bo jak nie przyjdzie to albo, obcina pazurki, albo zabiera do weta, albo wciska w gardło tabletkę na robaki, albo ...no dopiero jest w planach... będzie czyścić uszy :/ i jak ja mam mu się miło kojarzyć i nie ma się co dziwić że zwiewa za szafę jak mnie widzi, za to Domci i babci ciągle na kolana się wciska... ehhhh... pozdrawiam wszystkich Wolo i pracowników schroniska :) dzięki za przeczytanie posta... i zapraszam za tydzień -już mam nadzieję na wpis Domi...o i kolejny "plus" wolo.... blog :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz